Trening

Walka nowego mistrza walki piórkowej, Marcina Wrzoska – inne

Kolejna gala z cyklu KSW obywała się w krakowskiej Tauron Arenie. Była świetnie wypromowana, dzięki wizerunkom dwóch panów, których nie trzeba specjalnie przedstawiać. Mowa oczywiście o Mariuszu Pudzianowskim, byłym mistrzu świata strongmenów oraz o samozwańczym „królu Albanii” Paweł Mikołajuw. Walka pomiędzy Pudzianem, a Popkiem ściągnęła 17 tysięcy kibiców, wypełniając halę po brzegi. Oddać trzeba jednak sprawiedliwość także uczestnikom pozostałych walk. Na poziomie sportowym całe wydarzenie stało bardzo wysoko. Włodarzom KSW trzeba przyznać, że umieją organizować galę. O tak szerokim marketingu inne sporty walki mogą jedynie pomarzyć. Coraz więcej osób rozpoznaje zawodników MMA bardziej niż bokserów, czy nawet piłkarzy.

Oprawa gali robiła spore wrażenie. Wszystko dograne na ostatni guzik. Tłum czekający na pierwszy gong, by polała się krew gladiatorów. Circus of pain ruszył z przytupem pierwszą walką, którą stoczyli Roman Szymanowski i Sebastian Romanowski w limicie 68 kilogramów. Zwyciężył efektownie Szymanowski przez poddanie po wykonaniu duszenia zza pleców w trzeciej rundzie.

W kolejnej walce w limicie 80 kilogramów zmierzyli się reprezentujący Polskę Robert Radomski z Davidem Zawadą (Polska/Niemcy). Zwycięzcą okazał się trenujący na co dzień w Niemczech Zawada. Walka zakończyła się poddaniem przez zasypanie przeciwnika gradem uderzeń.

W kolejnym pojedynku spotkali się Filip Wolański (Polska) vs. Denilson Neves de Oliveira (Brazylia) w limicie wagowym 69 kilogramów. To była pierwsza walka, która skończyła się decyzją sędziowską. Niejednogłośnie na punkty zwyciężył nasz rodak. Brawa dla niego, bo pokazał kawał dobrej walki i charakteru!

Następnie na matę oktagony wyszło dwóch potężnych Polaków. Marcin Wójcik zmierzył się w limicie 93 kilogramów z  Marcinem Łazarzem. Łazarz chciał prowadzić potyczkę w stójce, jednak Wójcikowi udało się sprowadzić ją do parteru. Pomimo tego, że Łazarz zdołał powrócić na chwilę do stójki to Wójcik złapał go w gilotynę zakończoną na ziemi. Marcin Wójcik coraz mocniej zaznacza swoją obecność i pokazuje, że jest groźny, a jednocześnie podtrzymuje dobrą passę.

W ostatniej walce poprzedzającej walki mistrzowskie zmierzyli się Łukasz Chlewicki z Francuzem Mansour’em Barnaoui’em. Walka od początku była bardzo jednostronna. Francuz miał sporą przewagę warunków fizycznych, które świetnie wykorzystał raz po raz uderzając łokciami. Po jednym z takich uderzeń pękł łuk brwiowy naszego reprezentanta i lekarz przerwał walkę.

W końcu nadeszła ta chwila, gdy mieliśmy okazję zobaczyć walkę o mistrzostwo KSW w limicie wagi piórkowej, czyli do 66 kilogramów. Do oktagonu weszli dwaj wspaniali wojownicy. Artur Sowiński oraz nasz ambasador Marcin „Polish Zombie” Wrzosek dali wspaniałe widowisko. Początek walki należał do Marcina, jednak z czasem coraz trudniej było mu narzucić swoje warunki gry. Na początku drugiej rundy „Polish Zombie” wystrzelił potężny cios, który posłał mistrza na deski. Następnie mieliśmy już koncert jednego zawodnika. Trwało bezlitosne obijanie Sowińskiego, które poskutkowało całkowitym zamknięciem się jego lewego oka. Biorąc pod uwagę dobro Artura oraz to jak mocno został rozbity jego pretensję do arbitra o przerwanie walki mogły być podyktowane jedynie niezłomnym charakterem. Wrzosek świetnie zaprezentował się zwłaszcza w drugiej rundzie i przełamał czempiona, zostając nowym mistrzem KSW! Brawa dla naszego ambasadora! Brawa należą się także Arturowi, który pokazał serce i charakter.

Kolejną walkę mistrzowską rozegrano w wadze półśredniej pomiędzy Borysem Mańkowskim, a Anglikiem John’em Maguire’m. Kibice panującego mistrza mogli być „w niebo wzięci”, ponieważ cała walka to koncert solowy w wykonaniu Mańkowskiego. Od początku do końca dominował nad Anglikiem, który nawet nie próbował odwrócić losów pojedynku. John okazał się jednak na tyle twardy, by przetrwać pełny dystans i po 3 rundach sędziowie nie mieli wątpliwości, że lepszy okazał się Polak.

Następna walka była bardzo mocno wyczekiwana przez wszystkich kibiców. Część z nich wierzyła, że Popek jest wstanie zbudować formę w ciągu kilku tygodni po wielu latach nadużywania alkoholu i innych używek , do których sam się przyznał. Z punktu widzenia sportowego nie należało się jednak wiele spodziewać po nim w walce z Mariuszem Pudzianowskim. Mariusz przez te lata, które poświęcił na rozwój jako zawodnik MMA nabrał na tyle dużo umiejętności, że każdy kto wierzył w jakiekolwiek szanse Popka zwyczajnie dał się zwieść świetnemu marketingowi i wypowiedziom Różala, który pełnił funkcję trenera Pawła. Wejście do oktagonu zajęło zawodnikom więcej czasu niż trwała sama walka. Dlatego ten kto zapłacił za PPV tylko dla tej jednej walki na pewno mocno się rozczarował. Pudzian od razu ruszył na Popka, który zaczął Panicznie uciekać. Po drodze nawet lekko trafił Mariusza, który przyklęknął bardziej z poślizgnięcia, niż z powodu odczucia ciosu. I to by było na tyle z emocji. Pudzianowski w końcu dopadł przeciwnika, przewrócił i zasypał gradem ciosów. Sędzia szybko i sprawnie przerwał walkę ratując zdrowie samozwańczego „Króla Albanii”. Cała walka trwała zaledwie 80 sekund. Było show? Było, a że sportowo nic ta walka nie znaczyła, każdy szanujący się kibic wiedział od początku. Niemniej Popek zrobił interes życia, ponieważ za samą walkę dostał aż milion złotych. Sam bym chętnie dał się przez 80 sekund pobić Pudzianowi za taką kasę!

Drugą walką wieczoru, tą która była nią nie ze względu na widowisko, a właśnie na walory sportowe było starcie Karola Bedorfa z Fernando Rodrigues’em Jr. z Brazylii. Brazylijczyk bez kalkulacji postawił na ostry pressing, który od początku dawał oczekiwane rezultaty. Bedorf z trudem przerwał pierwszą rundę. W drugiej już jednak nie był wstanie wytrzymać potężnych uderzeń Rodrigues’a i został przełamany. Brazylijczyk w imponującym stylu zwyciężył walkę wieczoru, zdobywając pas KSW w kategorii ciężkiej.

Ta gala, prócz walki wieczoru, stała na wysokim poziomie sportowym. Obejrzeliśmy detronizację aż dwóch mistrzów KSW. Jak to się mawia, „umarł król, niech żyje król”. Miejmy nadzieje, że panowanie Marcina Wrzoska potrwa długo! Natomiast Karolowi Bedorfowi życzę szybkiego rewanżu i możliwości zmazania złego wrażenia, a także odzyskania tytułu mistrza.

MMA


Tomasz Piotrowski

Tomasz Piotrowski

Specjalista ds. Żywienia

Jak każdy miewam chwilę słabości, w których lubię usiąść z paczką ciastek, kubkiem mleka i obejrzeć ulubiony serial. Uwielbiam też w ciepłym łóżku z kawą w ręku czytać książki. Moją prawdziwą pasją jest jednak boks. To on pozwolił mi wyrzeźbić swoje ciało i dał mi pewność siebie. Kiedyś miałem dużą nadwagę i poważne kompleksy, dziś pokazuje innym jak można sobie z takimi problemami poradzić. Jestem czynnym sportowcem, trenerem personalnym oraz specjalistą ds. żywienia. Posiadam spore doświadczenie w pracy z "ciężkimi" przypadkami. Sam byłem jednym z nich. Prowadzę, modelki, biegaczy, sportowców i zwykłych ludzi w drodze do ich wymarzonej sylwetki i wyników sportowych. Moim życiowym motto są słowa Jana Pawła II "wymgajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali".


Tomasz teraz poleca


Sprawdź nasze najnowsze promocje! KUP TERAZ